czwartek, 18 kwietnia 2013

Całkiem zielony przyjaciel

Wczoraj zyskałam nowego przyjaciela. Wprowadził się do mnie niespodziewanie i rozgościł się już na dobre. Fajnie, bo nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że mogę tak bardzo polubić coś, co było mi znane powierzchownie i z daleka. Czuję, że będzie nam się dobrze razem żyło i przed nami jeszcze wiele radosnych chwil, które świadczyć będą o dobrostanie mojego przyjaciela. O kim mowa? Poznajcie Wiktora.


Wiktor jest słonecznikiem. Zjawił się jako podarunek od moich kochanych dziewczyn (jeszcze raz dzięki Aniu i Asiu!), które zawsze wiedzą co wybrać, aby mnie zaskoczyć. Przyznam się, że ze wszystkich kwiatów świata, nigdy nie pomyślałabym, żeby kupić właśnie jego. I tak, kiedy zobaczyłam go takiego malutkiego, w foliowej reklamówce zamiast podstawki i obsypanego uśmiechami pomysłodawczyń prezentu, nie mogłam wyobrazić sobie mojego pokoju bez Wiktora. Po odpowiednim nawodnieniu postawiłam okaz na stole i rozpoczęłam proces oswajania. Następnie wyszłam na zajęcia i po powrocie, czym prędzej przyznałam mu honorowe miejsce na parapecie, zaraz obok drzewka Bonzai. 


Na temat słoneczników jestem kompletnie zielona. No, teraz już może trochę mniej bo zasięgnęłam wiedzy tu i ówdzie ale dalej brakuje mi wiele do tytułu mistrzyni pielęgnacji. To, czego się dowiedziałam, widnieje na powyższym obrazku. Wiktor, jako współwłaściciel spółdzielni mieszkaniowej parapet, dostał na starcie vipowskie, nasłonecznione lokum. Z racji tego, że to jego początki, na razie protestów nie zgłasza ale będę go bacznie obserwować. Mam wrażenie, że lokatorzy starsi stażem patrzą na niego mało przyjaźnie. A może to tylko moje bezpodstawne wydumanie. Z chwilą, kiedy mój żółto-zielony przyjaciel podrośnie, dostanie awans i będzie mógł dumnie podziwiać warszawską Ochotę z perspektywy balkonu. Na chwilę obecną wygląda zza szyby i łapie promienie słońca jak rasowy plażowicz. 

 

















Mona.

2 komentarze: