... bo takim sposobem doszło już wielu”. Nie mam pojęcia kto
to powiedział ale ta myśl towarzyszy mi już od dzieciństwa. I bardzo często
atakuje w okresie przed-sesyjnym, kiedy to studenckie zwoje mózgowe muszą się
rozwijać, potem zwijać kompresując zdobytą wiedzę, by na koniec znów rozwinąć się nad kartką papieru, która zaważy nad wskoczeniem na wyższy level i
dostaniu w gratisie nowej naklejki na tył legitymacji.
Nie wiem czy tylko ja tak mam ale okres miesiąca przed egzaminem (bądź jak to u mnie na studiach często bywa przed KILKOMA egzaminami) to czas, kiedy kompletnie nie dochodzi do mnie, że będę cokolwiek pisała. Wtedy wiodę życie spokojnej studentki, która korzystając ze swojego statusu chodzi na tańsze żarcie, jeździ do domu(bez żadnych notatek) na tańszych biletach i w ogóle wszystko jest cudownie. Nadchodzą trzy tygodnie i pojawia się pierwsza myśl dotycząca nauki. Ok, trzeba się do tego zabrać ale zaraz, zaraz... czy aby na pewno posiadam wszystkie potrzebne mi materiały dydaktyczne? (w moim przypadku zazwyczaj wykłady, chyba, że mówimy o przedmiotach stricte zawodowych – wtedy otwieram od czasu do czasu moje tomiska). I wtedy zaczynają się schody, bo czasem zachciało się dłużej pospać albo wdrażać w życie pomysły, które można było zrealizować w chwilach wolnego czasu. Jednak znajdują się na tym świecie dobrzy ludzie, którzy poratują kiedy trzeba i czym trzeba(dziękuję i pamiętajcie, że do mnie też zawsze jak w dym!!). Następnie radość ogarnia studenckie serce, że oto mam się z czego uczyć a do egzaminu zostały dwa tygodnie. Następują pierwsze podchody. Po jakimś czasie(dla każdego innym) do głowy dochodzi smutny wniosek: to jest bez sensu, nie nauczę się, nie dam rady, po co ktoś wymyśla takie rzeczy, nie chce mi się, to jest bez sensu, czuje się noł lajfem, chce się rozerwać, to jest bez sensu, mam to gdzieś, idę na przypał, to jest bez sensu. Po wszystkich żalach i wywodach, finalnie spędza się upojne wieczory przed notatkami bo do godziny zero został tydzień. Na kilka dni przed jest nieźle. Kawa,drinki energetyczne, słodycze bo przecież trzeba coś jeść jak się czyta, potem następna kawa i zasypianie wtedy, kiedy budzą się kury. Fajnie wygląda to też na facebooku. Zielona kółeczka towarzyszą dumnie tym, którzy albo są po studiach, albo nie studiują, są przed studiami, akurat mają dziesiątą w ciągu dnia przerwę(tak jak ja!) albo zostali na etapie wcześniejszym i mało się tym wszystkim przejmują.
Nie wiem, czy takie zjawisko dotyczy tylko mnie(jeśli tak to
mam problem) ale jeżeli ktokolwiek inny ma chociaż podobnie, to mi ulżyło i
zagłuszyło trochę wyrzuty sumienia ;).
Mona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz