Za mną intensywne dni. Wybawiłam się, wytańczyłam, wypiłam i zajeździłam ulubione obcasy. Śluby
są piękne. Wzruszam się na nich. I zawsze myślę o tym, jak przyjemnie i dumnie
byłoby stać kiedyś na miejscu Panny Młodej. Pod względem zakładania rodziny
jestem konserwatywna. Może nie przesadnie ale jednak. Marzę o kochającym mężu,
który będzie wspierającym, mądrym i dobrym ojcem, o zdrowych dzieciach
(najchętniej trójeczce!), o kawałku ogrodu i pełnych miłości latach. Czy to
dużo? Nie wiem. Chcę do tego dążyć. Być
dobrą położną, a w międzyczasie przyodziać białą suknię, prezentować ciążowy brzuszek i być dobrą, fajną
żoną. To takie prostolinijne i takie ważne. I oby kiedykolwiek było mi dane
tego doświadczyć.
Komunie też są w porządku. Dzieciaki się cieszą, dostają prezenty,
wyglądają jak aniołki. Jest miło, rodzinnie i sakralnie. Jedzenie jest pyszne a
ciasta... Można wznieść się na wyżyny przyjemności. A ja miałam takiego farta,
że zaliczyłam dwie takie imprezy w ciągu dwóch dni. I jeszcze nie odespałam
dlatego dziś krócej ale jak tylko mój mózg się obudzi obiecuję poprawę!
Dobrych snów!
Mona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz