środa, 29 maja 2013

Zdjęcia z wakacji

Dziś mało tekstu, dużo obrazków. Woła za mną zniecierpliwiona ginekologia. Kurcze, tak bardzo chce mi wejść do głowy a ja stawiam takie opory ;-) Cóż, chyba nie mam wyboru, muszę zaakceptować, że na najbliższe dni jest moją przyjaciółką i pielęgnować powstałą między nami relację. Wybrałam dla Was moje ulubione zdjęcia, które przypominają mi o beztrosce, słońcu i upragnionych wakacjach. Teraz wracam do nich jeszcze częściej :-).

Oby do lipca! 
Mona. 

 












































poniedziałek, 27 maja 2013

Skalpel - 2 tygodnie ćwiczeń

Jestem z siebie dumna, bo nie pamiętam czy kiedykolwiek zaangażowałam się aż tak w aktywność fizyczną pod postacią ćwiczeń. Jest dobrze, momentami boleśnie ale chyba dam radę. Chciałabym podzielić się z Wami pierwszymi efektami, jakie udało mi się uzyskać po czternastu dniach od rozpoczęcia programu.

piątek, 24 maja 2013

Miesiąc

Tyle zostało mi do egzaminu, od którego zależy, czy będę położną. To okres intensywnego stresu i pracy, radości i niepewności. Z jednej strony można się cieszyć, bo to już koniec, prawie całe studia za nami. Z drugiej zaś dominuje ogromne przerażenie i strach przed nieznanym. Na dyplom pracuje się całe trzy lata ale jednak wymarzony zawód zależy od kilku składowych, które wchodzą w skład miesiąca grozy. Są to: praca licencjacka, recenzja pracy licencjackiej, sesja (a w niej naprawdę ciężki egzamin z ginekologii) a finalnie sam najważniejszy i najbardziej stresujący dyżur w całej naszej dotychczasowej karierze – egzamin dyplomowy w szpitalu. Po setkach godzin spędzonych w szpitalu powinno być lżej. Lecz czy naprawdę jest? Czuć w powietrzu dziwne napięcie. Potem dołączy do niego lęk. A potem trzeba wziąć się w garść i do pracy – dać z siebie sto jeden procent i dobre serce. Przypomnieć sobie po co to wszystko, że te dni zaczynające się o piątej rano, że te noce pełne pracy i dobrej kawy to nie był przypadek. I z Bożą pomocą godnie nosić czepek z czerwonym pasem. 

Mona.  

czwartek, 23 maja 2013

"Ucz się i pracuj a dojdziesz do celu...

... bo takim sposobem doszło już wielu”. Nie mam pojęcia kto to powiedział ale ta myśl towarzyszy mi już od dzieciństwa. I bardzo często atakuje w okresie przed-sesyjnym, kiedy to studenckie zwoje mózgowe muszą się rozwijać, potem zwijać kompresując zdobytą wiedzę, by na koniec znów rozwinąć się nad kartką papieru, która zaważy nad wskoczeniem na wyższy level i dostaniu w gratisie nowej naklejki na tył legitymacji. 

poniedziałek, 20 maja 2013

Biały weekend

Za mną intensywne dni. Wybawiłam się, wytańczyłam, wypiłam i zajeździłam ulubione obcasy. Śluby są piękne. Wzruszam się na nich. I zawsze myślę o tym, jak przyjemnie i dumnie byłoby stać kiedyś na miejscu Panny Młodej. Pod względem zakładania rodziny jestem konserwatywna. Może nie przesadnie ale jednak. Marzę o kochającym mężu, który będzie wspierającym, mądrym i dobrym ojcem, o zdrowych dzieciach (najchętniej trójeczce!), o kawałku ogrodu i pełnych miłości latach. Czy to dużo? Nie wiem. Chcę do tego dążyć. Być dobrą położną, a w międzyczasie przyodziać białą suknię,  prezentować ciążowy brzuszek i być dobrą, fajną żoną. To takie prostolinijne i takie ważne. I oby kiedykolwiek było mi dane tego doświadczyć. 

Komunie też są w porządku. Dzieciaki się cieszą, dostają prezenty, wyglądają jak aniołki. Jest miło, rodzinnie i sakralnie. Jedzenie jest pyszne a ciasta... Można wznieść się na wyżyny przyjemności. A ja miałam takiego farta, że zaliczyłam dwie takie imprezy w ciągu dwóch dni. I jeszcze nie odespałam dlatego dziś krócej ale jak tylko mój mózg się obudzi obiecuję poprawę! 

Dobrych snów!

Mona.

czwartek, 16 maja 2013

Siła motywacji

Piąty dzień mojego zdrowego stylu życia a ja mam w głowie tylko kebab i wielką Milkę z chrupkami. Szpinak wychodzi mi uszami a moje piersi za chwilę zastąpią piersi z kurczaka. Nie ma miejsca na czipsy, paluszki czy ciasteczka. Źle mi z tym i dobrze. Staram się być silna i nie wodzić pokusom. Nie poddam się. Wizja mojego lepszego, nowego JA mnie przekonuje i bardzo kusi. Oby te wszystkie jęki, stęki i zmęczone mięśnie się opłaciły. A tymczasem pozostaje mi zabierać się za ćwiczenia i marzyć... O ukochanych czekoladach, o solonych Lays’ach, o ciastku z kremem i dużej, zimnej coli. I o tym, żeby mój metabolizm się nawrócił a ja nie musiałabym pilnować co i kiedy wcinam. Oh, byłoby pięknie! 

Mona.   

wtorek, 14 maja 2013

Skalpel

Zima sprawia, że większości z nas się nie chce. Według mnie nie ma bardziej rozleniwiającej pory roku. Daje jakieś niepisane przyzwolenie na brak aktywności, jedzenie w barach szybkiej obsługi i długie zaleganie pod kocem z kubkiem ciepłem herbaty i czekoladowymi ciasteczkami. O fitnessie nie ma co mówić, bo przecież mnie przewieje, rower idzie w zapomnienie, biegać podczas mrozów się nie chce, co to za przyjemność w końcu a w domu zawsze jest coś do roboty. Jednak po zimie zawsze nadchodzi wiosna. Piękna, pachnąca, motywująca. Patrzysz w lustro i co widzisz? Ciało ponad program. Pamiątka po długiej, mroźnej i pesymistycznej aurze.

niedziela, 12 maja 2013

Moje miasto nocą

Noc jest ciemna. Mroczna, intrygująca, niebezpieczna. Często bawi się światłami, ochładza i pozwala odpocząć. Jest też polem do popisu dla wszystkich łaknących życia po zmroku. W moim rodzinnym mieście noc jest ciemniejsza niż w innych miejscowościach. Przeraża i śmieszy. Śmieszy, bo któż kiedykolwiek pomyślał, że wracając z imprezy, pracy czy z wina u koleżanki zabraknie oświetlających drogę latarni?

sobota, 11 maja 2013

O nocnej bezsenności słów kilka

Dlatego o nocnej, że od czasu kiedy rozpoczęłam studia potrzebuje też senności dziennej, niekiedy w zapotrzebowaniu większym niż u miesięcznego dziecka. Położyłam się spać nie mając świadomości zmarnowanego dnia( w końcu licencjat i zdany egzamin to nie takie przelewki) i byłam szczęśliwa, że oto za chwilę, odlecę do krainy snów i będę tak w niej tkwiła do godziny ósmej dnia następnego. I wtedy nadeszła ona. Moja znajoma bezsenność, z którą spotykam się w moim mniemaniu i tak niezmiernie rzadko. Przybrałam pozę puchowej beczki, której ruchy rotacyjne odbywały się tylko w prawą i lewą stronę. Pozycja na brzuchu kompletnie odpadała, ponieważ moja część ciała, której nie mają mężczyźni jest przez kilka dni w miesiącu tkliwa bardziej, niż cokolwiek innego. Tak więc działałam w schemacie prawo-na wznak-lewo mając nadzieję, że któraś z pozycji będzie chciała razem ze mną współpracować i tej nocy śnić. Po godzinie byłam zirytowana najpierw na łóżko, potem na pościel, na temperaturę, na suche powietrze a na końcu na samą siebie. Kiedy wreszcie udało mi się zasnąć(zabijcie – nie wiem finalnie w jakiej pozycji), sny miałam takie, że wstając rano byłam tak zmęczona i przerażona, że musiałam je odespać.


Chyba potrzebuję kawy i psychoterapeuty.

Mona.

poniedziałek, 6 maja 2013

Nie wolno Ci się bać, wszystko ma swój czas

Te słowa z fantastycznej piosenki Meli Koteluk chodzą mi po głowie od dłuższego czasu i w chwili każdego zwątpienia czy załamania, biorę je na warsztat i dopasowuje do sytuacji, w której obecnie się znajduje. Wszystko ma swój czas. To święta prawda, tylko co zrobić, kiedy ten czas niebezpiecznie się przedłuża albo przecieka między palcami? Wydaje się, że to już, to ten moment a mimo tego wszystko gdzieś ucieka, staje się nieosiągalne i demotywujące. Wiele razy tak miałam i Wy zapewne również. I wtedy często myślę sobie, że może nic nie jest dziełem przypadku, że akurat ta chwila nie była odpowiednia i jeszcze będzie miała swoje pięć minut.

niedziela, 5 maja 2013

Międzynarodowy Dzień Położnej

Wszystkiego dobrego wszystkim Położnym! Przede wszystkim wytrwałości, satysfakcji z pracy, serca i zawsze gotowej, pomocnej dłoni. Jest to chyba kwintesencją praktykowania tego zawodu. Położne towarzyszą kobietom od zawsze, niezależnie od tego, w jakim momencie życia znajdują się one w danym czasie. Wspierają, pomagają, edukują i wykonują kawał ciężkiej, często bardzo trudnej, pracy.

czwartek, 2 maja 2013

Słońce się dziś obraziło

Słońce się dziś obraziło. Wzeszło rano pełne radości i dobrych chęci licząc, że umili dzień mieszkańcom. Miało wielkie plany. Chciało widzieć rodzinne spacery, schadzki nad rzeką i sportowych zapaleńców. Pragnęło odbijać się od kupionych na jego cześć okularów i obserwować,  jak pięknie współgra z zielenią rodzących się liści. Lecz, kiedy ochoczo pojawiło się na niebie obejmując czule miasto, zastało przykry widok. Umilając przedpołudnie próbowało przedrzeć się do mieszkań, lecz bariera rolet i zasłon była nie do pokonania. Trafiło na rozleniwionych miejskich majówkowiczów, którzy łapali godziny, by chociaż raz wypełnić dobowy limit przeznaczony na sen. A kiedy jednak zobaczyło zapełnione ulice, miało wrażenie, że ludzie uciekają. W pośpiechu, rozbiegając się tłumnie po supermarketach, samochodach i okolicznych straganach. Nikt go nie łaknął. Nikt nie zwolnił i nie pokazał swojej twarzy. Odeszło. Zakryło się chmurami, zalało nas łzami. I wygląda na to, że tak szybko mu nie przejdzie. 


Mona.

środa, 1 maja 2013

Jeść razy... dziesięć!

Daje się Wam poznać jako łasuch. I bardzo dobrze, bo każdy kto mnie dobrze zna wie, że uwielbiam jedzenie. Kłóci się to trochę z moimi noworocznymi postanowieniami ale ochota jest silniejsza. A ja nie potrafię odmawiać sobie zbyt wielu przekąsek, nie wpływa to dobrze na moje samopoczucie. Nie trudno się domyślić, że wyjazd do kraju, gdzie wszelka żywność jest bardzo łatwo dostępna, wzmógł mój apetyt o jakieś sto pięćdziesiąt procent. Popuściłam hamulce i zaszalałam. I wcale nie żałuje – od czego mamy ćwiczenia? :-)