Słońce się dziś obraziło. Wzeszło rano pełne radości i
dobrych chęci licząc, że umili dzień mieszkańcom. Miało wielkie plany. Chciało
widzieć rodzinne spacery, schadzki nad rzeką i sportowych zapaleńców. Pragnęło
odbijać się od kupionych na jego cześć okularów i obserwować, jak pięknie współgra z zielenią rodzących się
liści. Lecz, kiedy ochoczo pojawiło się na niebie obejmując czule miasto,
zastało przykry widok. Umilając przedpołudnie próbowało przedrzeć się do
mieszkań, lecz bariera rolet i zasłon była nie do pokonania. Trafiło na
rozleniwionych miejskich majówkowiczów, którzy łapali godziny, by chociaż raz
wypełnić dobowy limit przeznaczony na sen. A kiedy jednak zobaczyło zapełnione
ulice, miało wrażenie, że ludzie uciekają. W pośpiechu, rozbiegając się tłumnie
po supermarketach, samochodach i okolicznych straganach. Nikt go nie łaknął. Nikt
nie zwolnił i nie pokazał swojej twarzy. Odeszło. Zakryło się chmurami, zalało
nas łzami. I wygląda na to, że tak szybko mu nie przejdzie.
Mona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz