Dlatego o nocnej, że od czasu kiedy rozpoczęłam studia
potrzebuje też senności dziennej, niekiedy w zapotrzebowaniu większym niż u
miesięcznego dziecka. Położyłam się spać nie mając świadomości zmarnowanego
dnia( w końcu licencjat i zdany egzamin to nie takie przelewki) i byłam
szczęśliwa, że oto za chwilę, odlecę do krainy snów i będę tak w niej tkwiła do
godziny ósmej dnia następnego. I wtedy nadeszła ona. Moja znajoma bezsenność, z
którą spotykam się w moim mniemaniu i tak niezmiernie rzadko. Przybrałam pozę
puchowej beczki, której ruchy rotacyjne odbywały się tylko w prawą i lewą
stronę. Pozycja na brzuchu kompletnie odpadała, ponieważ moja część ciała,
której nie mają mężczyźni jest przez kilka dni w miesiącu tkliwa bardziej, niż
cokolwiek innego. Tak więc działałam w schemacie prawo-na wznak-lewo mając
nadzieję, że któraś z pozycji będzie chciała razem ze mną współpracować i tej
nocy śnić. Po godzinie byłam zirytowana najpierw na łóżko, potem na pościel, na
temperaturę, na suche powietrze a na końcu na samą siebie. Kiedy wreszcie udało
mi się zasnąć(zabijcie – nie wiem finalnie w jakiej pozycji), sny miałam takie,
że wstając rano byłam tak zmęczona i przerażona, że musiałam je odespać.
Chyba potrzebuję kawy i psychoterapeuty.
Mona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz