sobota, 11 maja 2013

O nocnej bezsenności słów kilka

Dlatego o nocnej, że od czasu kiedy rozpoczęłam studia potrzebuje też senności dziennej, niekiedy w zapotrzebowaniu większym niż u miesięcznego dziecka. Położyłam się spać nie mając świadomości zmarnowanego dnia( w końcu licencjat i zdany egzamin to nie takie przelewki) i byłam szczęśliwa, że oto za chwilę, odlecę do krainy snów i będę tak w niej tkwiła do godziny ósmej dnia następnego. I wtedy nadeszła ona. Moja znajoma bezsenność, z którą spotykam się w moim mniemaniu i tak niezmiernie rzadko. Przybrałam pozę puchowej beczki, której ruchy rotacyjne odbywały się tylko w prawą i lewą stronę. Pozycja na brzuchu kompletnie odpadała, ponieważ moja część ciała, której nie mają mężczyźni jest przez kilka dni w miesiącu tkliwa bardziej, niż cokolwiek innego. Tak więc działałam w schemacie prawo-na wznak-lewo mając nadzieję, że któraś z pozycji będzie chciała razem ze mną współpracować i tej nocy śnić. Po godzinie byłam zirytowana najpierw na łóżko, potem na pościel, na temperaturę, na suche powietrze a na końcu na samą siebie. Kiedy wreszcie udało mi się zasnąć(zabijcie – nie wiem finalnie w jakiej pozycji), sny miałam takie, że wstając rano byłam tak zmęczona i przerażona, że musiałam je odespać.


Chyba potrzebuję kawy i psychoterapeuty.

Mona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz