czwartek, 11 lipca 2013

Zbożowy imiennik w oku

Tak to zazwyczaj bywa, że praktycznie nigdy nie może być pełnej równowagi. Fizyczność ciężko współgra z psychiką a wielkie plany z prześwitującą zawartością portfela. Nawet letnie szorty nie chcą współpracować z wyprodukowanym po zimie tłuszczowym towarem. Całkiem jak moje oko, które od pewnego czasu demonstruje swój bunt przy czynnościach dla niego naturalnych.
Jak zazwyczaj bywa, zaczęło się niewinnie i nagle. Po początkowej ignorancji (w moim świecie wszystko zawsze musi szybko i sprawnie przeminąć) zapaliła się czerwona lampka. Jeśli dobrze się przyjrzeć jest ona dosyć dosłowna. Potem trochę bólu, samoistnie wypływających słonych kropel a na koniec mgliste spojrzenie połową oka. Obecnie współpracuje nam się dosyć opornie.  Powieka w trybie ekspress podwaja swoje rozmiary, mruganie sprawia taki ból, jakby do rzęs przyczepiony był dziesięciokilogramowy odważnik a triada łzawienie - pieczenie – swędzenie chyba jest tajnym współpracownikiem bezsenności.  Na ratunek pozostaje mi ugotowane jajko, nówka pierścionek zaręczynowy i wizerunek pirata z zielonej herbaty. To będzie dobry tydzień! 

Pozdrawiam! 
Mona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz