Tak to zazwyczaj bywa, że praktycznie nigdy nie może być
pełnej równowagi. Fizyczność ciężko współgra z psychiką a wielkie plany z
prześwitującą zawartością portfela. Nawet letnie szorty nie chcą współpracować
z wyprodukowanym po zimie tłuszczowym towarem. Całkiem jak moje oko, które od
pewnego czasu demonstruje swój bunt przy czynnościach dla niego naturalnych.
Jak zazwyczaj bywa, zaczęło się niewinnie i nagle. Po
początkowej ignorancji (w moim świecie wszystko zawsze musi szybko i sprawnie przeminąć)
zapaliła się czerwona lampka. Jeśli dobrze się przyjrzeć jest ona dosyć
dosłowna. Potem trochę bólu, samoistnie wypływających słonych kropel a na
koniec mgliste spojrzenie połową oka. Obecnie współpracuje nam się dosyć
opornie. Powieka w trybie ekspress
podwaja swoje rozmiary, mruganie sprawia taki ból, jakby do rzęs przyczepiony
był dziesięciokilogramowy odważnik a triada łzawienie - pieczenie – swędzenie chyba
jest tajnym współpracownikiem bezsenności. Na ratunek pozostaje mi ugotowane jajko, nówka
pierścionek zaręczynowy i wizerunek pirata z zielonej herbaty. To będzie dobry
tydzień!
Pozdrawiam!
Mona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz