sobota, 6 kwietnia 2013

Rządzi mną frustracja

Ile jeszcze można znosić ten sam widok. Biel przeplata się z szarością, raczy nas kąpielami, zaprzyjaźniła się z mrozem i znienawidziła słońce. Ciśnienie rośnie, spada, skóra łkając krzyczy o trochę witaminy D. W ciągu mojej dość krótkiej życiowej kariery chyba się z takim zjawiskiem nie spotkałam. Co prawda ostatnio dziadek wspominał mi o tym, że dawno temu śnieg raczył zaskoczyć majówkowiczów wypoczywających nad jeziorem, także jeszcze wszystko przed nami. Irytuje mnie to wszystko co raz bardziej, bo bardzo kocham mój rower i nie mogę znieść tego, że stoi samotnie już kolejny miesiąc. Zakochiwałam się w bieganiu i muszę dalej czekać, by to uczucie w sobie wskrzesić. Nic mnie tak nie cieszy jak tenis stołowy pod ciepłą, niedużą chmurką. Moje sukienki zamiast wiatrem i kwiatami, pachną granulkami zapachowymi do szafy. Sandałki też chcą złapać trochę słońca zamiast pławić się w ciemnościach szafki. Tęsknie za ciepłym, wieczornym wiatrem, piwem w plenerze i siatkówką plażową. Przykre to jest.

Ponoć narzekanie daje upust negatywnym emocjom, więc trochę sobie pomarudziłam i... wcale nie czuje się lepiej. Potrzebuje ciepła, słońca i zieleni. 

Mona.

2 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Chcemy słońca, ciepła, zieleni! Mam nadzieję że niedługo bezlitosna zima odpuści sobie uprzykrzanie nam życia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A w Anglii wczoraj po raz pierwszy poczulam wiosne, wspaniale uczucie! moze juz wkrotce u Was Monis zawita I wybudzi z zimowego snu wszystkie sfrustrowane misie I borsuki :-)

    OdpowiedzUsuń