Ile jeszcze
można znosić ten sam widok. Biel przeplata się z szarością, raczy nas kąpielami,
zaprzyjaźniła się z mrozem i znienawidziła słońce. Ciśnienie rośnie, spada,
skóra łkając krzyczy o trochę witaminy D. W ciągu mojej dość krótkiej życiowej
kariery chyba się z takim zjawiskiem nie spotkałam. Co prawda ostatnio dziadek
wspominał mi o tym, że dawno temu śnieg raczył zaskoczyć majówkowiczów
wypoczywających nad jeziorem, także jeszcze wszystko przed nami. Irytuje mnie
to wszystko co raz bardziej, bo bardzo kocham mój rower i nie mogę znieść tego,
że stoi samotnie już kolejny miesiąc. Zakochiwałam się w bieganiu i muszę dalej
czekać, by to uczucie w sobie wskrzesić. Nic mnie tak nie cieszy jak tenis
stołowy pod ciepłą, niedużą chmurką. Moje sukienki zamiast wiatrem i kwiatami,
pachną granulkami zapachowymi do szafy. Sandałki też chcą złapać trochę słońca
zamiast pławić się w ciemnościach szafki. Tęsknie za ciepłym, wieczornym wiatrem, piwem w plenerze i siatkówką plażową. Przykre to jest.
Ponoć
narzekanie daje upust negatywnym emocjom, więc trochę sobie pomarudziłam i...
wcale nie czuje się lepiej. Potrzebuje ciepła, słońca i zieleni.
Mona.
Zgadzam się z Tobą w zupełności. Chcemy słońca, ciepła, zieleni! Mam nadzieję że niedługo bezlitosna zima odpuści sobie uprzykrzanie nam życia. ;)
OdpowiedzUsuńA w Anglii wczoraj po raz pierwszy poczulam wiosne, wspaniale uczucie! moze juz wkrotce u Was Monis zawita I wybudzi z zimowego snu wszystkie sfrustrowane misie I borsuki :-)
OdpowiedzUsuń