wtorek, 30 kwietnia 2013

Hello England!

Minuty po północy, wchodzę do mieszkania. Za mną kilka beztroskich i odprężających dni. Pomimo, że chłodno, było przyjemnie. Ciesze się, że mogłam po obcować trochę na innej ziemi. Z odmiennymi zwyczajami, z przeciwnym kierunkiem jazdy. Zapomniałam na chwilę o wyrzeczeniach i opychałam się pysznymi słodyczami. Lecz zacznijmy od początku.

Lot w stronę Anglii był nawet przyjemny. Nie licząc moment lądowania, który znoszę nie najlepiej, obyło się bez najdrobniejszych nieudogodnień czy turbulencji. Oczywiście ze stresu przeczytałam dwie gazety, zjadłam batona, wypiłam najdroższą wodę życia (9 złotych za 500 ml!) i zakatowałam mojego iPod’a :-) Cała ja. W chwilach oderwania od papierowej lektury, starałam się uchwycić wszystko to, co za szybą było najpiękniejsze.


Kiedy dotarliśmy na miejsce było przed dwudziestą. Następnie udaliśmy się w trwającą prawie godzinę podróż do jednej z wiosek położonych pod angielskim miastem Northampton. Dzień był długi i męczący więc po przywitaniu się z moją przyszłą bratową i zjedzeniu kolacji zasnęliśmy jak małe dzieci. 

Następnego dnia wybraliśmy się pozbyć pewnej części funtów do wspomnianego wcześniej miasta. Pogoda dopisywała. Było słonecznie, momentami wietrznie i całkiem ciepło. Po obejściu spożywczych sklepów mieliśmy siatkę pełną ciastek i czekolad i ruszyliśmy na spacer. Wtedy moim oczom ukazał się ON. Primark. Zazdroszczę im tego, chociaż z drugiej strony gdyby Primark był u mnie... ;-) Korzystałam więc z odświętnej okazji i obkupiłam się w najpotrzebniejsze ubrania i drobne upominki dla mamy i siostry. 

Późnym popołudniem znaleźliśmy się w miejskim parku z wielkimi torbami, paczką ciastek i buteleczką mleka na obiad. Jakie to było dobre! W połączeniu ze słońcem i udanymi zakupami smakowały wyśmienicie! Jestem uzależniona od słodyczy więc takie jedzenie było dla mnie samą przyjemnością! 
 

















Wracam do parków. Są piękne, zadbane i bardzo skromne. Nigdzie nie widać śmieci, wszystko się zieleni a ludzie korzystają z nich w celach do których zostały stworzone. Spacerowaliśmy wzdłuż kanału, przy którym znajduje się przystań. Można wynająć barkę lub zacumować swoją i w czasie otwarcia obiektu korzystać z odpoczynku jakim jest rejs płynącą tam rzeką. My natomiast nakarmiliśmy kaczki i łabędzie i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.  


Następny wpis w całości poświęcony będzie jedzeniu :-) ZAPRASZAM!

Mona.

4 komentarze:

  1. "paczką ciastek i buteleczką mleka na obiad", ale jak o 10.00 mamy iść na chinola to słyszę sprzeciwy! ;D
    AGata

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, no tak :D Moja wina, następnym razem siedzę cicho! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. zapomnialas Monis dodac ze oprocz Primarka do POlski przylecialo z Wami kilogramowe maslo ;-) ciesze sie ze napisalas iz Anglia i latanie nie sa takie straszne jak sie wydaje wiec mam nadzieje ze jeszcze nie raz Was z moim bratkiem u siebie ugoszcze :)

    MF

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, masło to główny łup z wycieczki, a jakie pyszne!! :-) Też mam nadzieję, że jeszcze nie raz do Was wpadniemy :-)

    OdpowiedzUsuń