Noc jest ciemna. Mroczna,
intrygująca, niebezpieczna. Często bawi się światłami, ochładza i pozwala
odpocząć. Jest też polem do popisu dla wszystkich łaknących życia po zmroku. W
moim rodzinnym mieście noc jest ciemniejsza niż w innych miejscowościach.
Przeraża i śmieszy. Śmieszy, bo któż kiedykolwiek pomyślał, że wracając z
imprezy, pracy czy z wina u koleżanki zabraknie oświetlających drogę latarni?
Prawda jest taka, że nie widać
nic. No może prawie nic, bo jednak zdrowe oko posiada zdolność akomodacji i po
jakimś czasie przystosowuje się do panujących ciemności i widzi chociaż
kontury. Czy można to uznać za chociażby minimalne bezpieczeństwo nocnego
życia? W moim rodzinnym mieście na pewno wzrosną obroty taksówkarzy i
sprzedających noktowizory. Lokale nie
będą zapełniać się po brzegi, bo kto chciałby wracając dostać w głowę nie
wiedząc nawet skąd i od kogo? Centrum przed godziną dwudziestą trzecią zacznie
pustoszeć. Już kogoś pobili, czekamy na więcej. Mam wrażenie, że w moim
rodzinnym mieście złodzieje to teraz pany a wszyscy żądni pozostawiania
odcisków swoich kostek na twarzach innych to największa miejska burżuazja.
Nigdy wcześniej nie mieli tak sprzyjających warunków. To jak los na loterii z
którego nie omieszkali już skorzystać.
Czuje, że się cofamy i idziemy w złą stronę.W ciemną otchłań, z której ciężko będzie wyjść. Byliśmy już nawet w Panoramie. Wstyd.
Bialski słoik,
Mona.
a jednak... "Biala - czarna" w telewizji zrobila swoje i od dzis skonczylo sie sredniowiecze, dzieki Bogu bo to jakis skandal!!! I znow mozemy wieczorem zostawiac samochody na ulicach :)
OdpowiedzUsuńMF