poniedziałek, 29 lipca 2013

Jest poniedziałek

Jest poniedziałek, przez wielu najmniej lubiany dzień tygodnia. Jest ponoć także najcieplejszy dzień roku. Fakt, termometrowi chyba odbiło, bo w zaciemnionych miejscu mojego balkonu pokazuje stopień równy książkowej ciepłocie ciała. A ja w tym wszystkim zapragnęłam poćwiczyć. Udało się ale nie wiem czy polecać. Chyba tylko dla bikini-desperatów, takich jak ja ;-).


Pod wpływem sprzyjającej aury piłam cztery razy więcej niż zazwyczaj.  Dzięki roletom stworzyłam w pokoju klimat, który z powodzeniem mogliby wykorzystać twórcy filmu „Katakumby”. Pomogło ale niewiele. Żar leje się z nieba a wszystko inne ze mnie. W tej sytuacji ciężko jest skupić się na oddechu, ponieważ włączają się wtedy dwa tryby oddychania: ten z wysiłku i sapanie z gorąca, niczym mój pies, który leżał obok maty i udawał trupa. Koszulka waży jakieś dziesięć kilo i chyba dobrze, wmawiam sobie, że wytopiłam kilogram tłuszczyku :-).  

Na koniec apel do naszej Gwiazdy: Słońce, super, że jesteś ale wyluzuj troszeczkę. Odrobinę, bo bardzo się cieszę, że jesteś. Jednak zdecydowanie wolę ciepło od zimna. 
Mona.

2 komentarze:

  1. Wlacz sobie wiatraczek Monia, poczucie sztucznego powiewu bywa zbawienne ;) wy sie pocicie z powodu goraca a u nas nieprzespane noce z powodu zabkujacej Georgii... chyba jednak wole pocic sie do bolu niz sluchac placzu swojego dziecka :( pozdrowionka <3
    MF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Georgia nie będzie długo męczyła się z dokuczliwym ząbkowaniem i pokaże dla cioci piękny uśmiech z białym zębem :-)
      Buziaki dla Was, będzie dobrze! :-)

      Usuń