Jest poniedziałek, przez wielu najmniej lubiany dzień
tygodnia. Jest ponoć także najcieplejszy dzień roku. Fakt, termometrowi chyba
odbiło, bo w zaciemnionych miejscu mojego balkonu pokazuje stopień równy
książkowej ciepłocie ciała. A ja w tym wszystkim zapragnęłam poćwiczyć. Udało
się ale nie wiem czy polecać. Chyba tylko dla bikini-desperatów, takich jak ja
;-).
Pod wpływem sprzyjającej aury piłam cztery razy więcej niż
zazwyczaj. Dzięki roletom stworzyłam w
pokoju klimat, który z powodzeniem mogliby wykorzystać twórcy filmu „Katakumby”.
Pomogło ale niewiele. Żar leje się z nieba a wszystko inne ze mnie. W tej
sytuacji ciężko jest skupić się na oddechu, ponieważ włączają się wtedy dwa
tryby oddychania: ten z wysiłku i sapanie z gorąca, niczym mój pies, który
leżał obok maty i udawał trupa. Koszulka waży jakieś dziesięć kilo i chyba
dobrze, wmawiam sobie, że wytopiłam kilogram tłuszczyku :-).
Na koniec apel do naszej Gwiazdy: Słońce, super, że jesteś
ale wyluzuj troszeczkę. Odrobinę, bo bardzo się cieszę, że jesteś. Jednak zdecydowanie
wolę ciepło od zimna.
Mona.
Wlacz sobie wiatraczek Monia, poczucie sztucznego powiewu bywa zbawienne ;) wy sie pocicie z powodu goraca a u nas nieprzespane noce z powodu zabkujacej Georgii... chyba jednak wole pocic sie do bolu niz sluchac placzu swojego dziecka :( pozdrowionka <3
OdpowiedzUsuńMF
Mam nadzieję, że Georgia nie będzie długo męczyła się z dokuczliwym ząbkowaniem i pokaże dla cioci piękny uśmiech z białym zębem :-)
UsuńBuziaki dla Was, będzie dobrze! :-)