Podczas wakacji udało mi się połączyć przyjemne z
pożytecznym, czyli chodzenie (w moim przypadku szybkie, wolne nie wiem dlaczego
ale bardzo mnie męczy ;-)) razem ze zwiedzaniem pięknych, nadmorskich okolic od
Chłapowa aż do samej Jastrzębiej Góry. Naszym celem był Przylądek Rozewie.
Przylądek Rozewie przez wielu (do wyjazdu także przeze mnie)
uważany jest za najdalej na północ wysunięty punkt Polski. Jednak właściwe
umiejscowienie tego punktu znajduje się na wybrzeżu w granicach Jastrzębiej
Góry. Nosi nazwę Gwiazda Północy. Nie zraziłam się tym jednak, stojąc na plaży
nadal wyobrażałam sobie, że bliżej Szwecji już być nie mogę ;-).
Droga z Chłapowa do celu to zaledwie niewielka część szlaku
pieszego. Całość oznaczona jest kolorem niebieskim i nosi nazwę szlaku
nadmorskiego (rozewskiego). Warto dodać, że odległość od miejscowości z której
wyruszaliśmy do samego Przylądka pokonuje się wzdłuż brzegu Bałtyku. Otoczenie
i szum wody sprawiają, że chce się tylko spacerować a mijane kilometry zdają się
nie dawać we znaki dla nóg. No właśnie, zauważyłam, że taki chód linią brzegową
to nie lada wysiłek dla mięśni, zwłaszcza wtedy, kiedy w mokrym piasku człowiek
się zapada i trzeba się z tego wykaraskać. Czułam jak wszystko się napina,
rozluźnia a całe ciało pracuje nad tym, aby nie stracić równowagi. Myślę, że
Ewa Chodakowska wybaczy mi brak „Skalpela” na rzecz tych spacerów, bo brzuch
był napięty i pośladek pracujący jak najbardziej! ;-).
Dystans z Chłapowa, licząc od pensjonatu, wyniósł około
pięciu-sześciu kilometrów. Udając się w stronę Przylądka mijamy wiele pięknych
klifów, zapalonych wędkarzy i coraz więcej wodorostów :-). Po dojściu na
miejsce witają nas trochę mniej urokliwe plaże, pełne patyków, gałęzi i
kamieni. Aktualnie dzieją się tam roboty budowlane, także pierwsze co widzimy to
koparki i betonowy mur. Dalej jest tylko ładniej.
Naszym celem była Latarnia Morska na Rozewiu, działająca do
dziś i robiąca niezwykłe wrażenie. Dobrze, że byłam trochę zaprawiona
wcześniejszym wchodzeniem na różne góry, bo droga na szczyt jest naprawdę
imponująca! Stroma, kamienista przez co śliska no i w samym środku lasu. Od
razu przypomniałam mi się Szklarska Poręba przez co czułam się tam cudownie i
mogłabym tak wchodzić i wchodzić :-). Wysokość latarni to 32,7 metrów, zasięg światła reflektorów to około czterdzieści osiem
kilometrów. Zapiera dech i jak pięknie wygląda na plaży w nocy!
Wracając, udaliśmy się do Władysławowa na zasłużone
złocisto-pieniste małe co nieco, przez co dystans się trochę wydłużył. Łącznie
pokonaliśmy pieszo około dwunastu dobrych kilometrów, które na drugi dzień
weszły mi w prawe kolano ;-). Szlak jest godny polecenia więc, jeżeli
kiedykolwiek będziecie spędzać tam wakacje, piesza wędrówka na Przylądek jest
jak znalazł na ciepły, letni wieczór.
Mona.
A co z kapiela morska? Pare metrow przyblizylaby Cie Monis do Szwecji ;-) bardzo ciekawie opisana zacheta do wyprawy na przyladek, moze kiedys sie skusze :-) buzia :-* MF
OdpowiedzUsuń