piątek, 30 sierpnia 2013

Rowerem na Hel!

Niestety musiałam przełożyć wyjazd w ukochane Tatry. Nie wiem, czy uda mi się wyjechać jeszcze w tym roku :-( bo wrzesień mnie straszy i to bardzo. Przyszedł czas aby zrobić coś pożytecznego także z bólem serca żegnam się z wakacyjną labą a letnie lenistwo pakuje to walizki i chowam głęboko w ciemne zakamarki domu. Pozostając jednak na orbicie wspomnień przygotowałam dla Was dziś relację z wycieczki rowerowej na Półwysep Helski. 
Jazdę zaczęliśmy od Chłapowa. Oszczędzę Wam (a także sobie) opisywania kombinacji przebicia się rowerem przez Władysławowo. Dla tych, którzy chcieliby kiedykolwiek spróbować napiszę tylko, że jazda ścieżkami rowerowymi ciągnącymi się przez pół miasta będzie nie lada wyczynem. Na „ogonku” Polski powstała cała trasa przygotowana specjalnie dla rowerzystów. Większość drogi wiedzie wzdłuż Zatoki Gdańskiej, często całkiem blisko wody.  Plaże znajdują się po przeciwnej stronie, aby się na nie dostać trzeba pokonać ruchliwą szosę, tory kolejowy i niewielki kawałek lasu. 


Nie muszę mówić, że dla rowerowego zapaleńca, takiego jak ja, wycieczka była prawdziwą frajdą. Po drodze przejeżdżamy przez wszystkie znane nadmorskie miejscowości, takie jak: Chałupy, Kuźnica, Jastarnia i Jurata. W tych momentach podróży należy jednak zwolnić i mieć oczy naokoło głowy, ponieważ powtarza się sytuacja z Władysławowa. Na ścieżkach mamy turystów, gokarty, dzieci na hulajnogach i zakochane pary. 


Kiedy umęczeni docieramy to zielonej tablicy z napisem „Hel”, serce się raduje, dusza śpiewa a w nagrodę wcinam dużego Snickersa i piję pół litra wody. I dobrze zrobiłam, bo na właściwą nagrodę (Cypel) musiałam poczekać pedałując przez leśne podjazdy i zjazdy około dziesięć kilometrów. Wypatrywanie tabliczki mówiącej o terenie zabudowanym stało się moim celem życia a droga wyłożona żwirkiem co raz bardziej dawała się we znaki. Po drodze mijamy jednak stare, wojenne fortyfikacje oraz jednostkę wojskową także ten widok zrekompensował mi wszystko :-). 

Kuźnica

Po upragnionym wjeździe do miasta zastanowiły mnie dziwne spojrzenia przechodniów. Oczywiście na mnie. „No tak, jestem mokra, czerwona, zła, zmęczona, dół od bikini mi wchodzi tu i ówdzie i chcę jeść, mają prawo” – pomyślałam. Dopiero, gdy spojrzałam w dół moim oczom ukazał się widok black&white. Na mojej bluzce siedziało przyklejonych jakieś dwa miliony meszek, za bluzką i na staniku oraz okrywanych przez niego okolicach siedziało drugie tyle. Z daleka można by pomyśleć, że wyhodowałam sobie niezłe futerko ;-). Szybko usunęłam wroga, pojechałam pod prąd jednokierunkową ulicą i znalazłam się nareszcie przy plaży, na pysznych lodach! 

 
Hel to miasto typowo portowe. Pachnie rybą i wodą. Przy dokach przechadzają się różne koty z miną najlepszego łowcy w swoim fachu. Mamy tu także kolejne wojenne pozostałości. Wieża strzelecka, resztki dział, bunkry. Jednym słowem: tak, tak, tak! Następnym razem wybiorę się tam na zwiedzanie samego muzeum i wszystkich wolno stojących wojskowych zabytków.


W drogę powrotną musieliśmy udać się pociągiem, bo przeceniliśmy swoje możliwości i naiwnie myśleliśmy, że obrócimy w dwie strony przez zamknięciem wypożyczalni (od wyjazdu mieliśmy pięć godzin).
Jeżeli kiedykolwiek będziecie na wakacjach w tamtych okolicach, gorąco polecam! To dobra opcja dla całej rodziny. Nie trzeba jechać od razu na Hel, miejscowości po drodze są równie urokliwe. I są także świetną bazą dla windsurferów! ;-).
 

 
  Mona.

2 komentarze:

  1. Fajny pomysl zrobic sobie rowerowa wycieczke na Hel tylko trzeba sie wczesniej zaprawic, inaczej na drugi dzien kaplica dla nog i siedziska jak nic! No ale jako fanka rowerow ladowych moglas sobie Monis pozwolic na te forme aktywnosci i polaczyc przyjemne z pozytecznym ;-) Brawo za odwage przebijania sie przez popularne nadmorskie kurorty i wytrwalosc fizyczna! A Tatry poczekaja, nie uciekna ;) pozdrowionka :-* MF

    OdpowiedzUsuń
  2. "Rowerem na Hel" i chyba na tym Helu już zostałaś bo coś ucichło na tym blogu. Czekamy z niecierpliwością na nowe posty!

    OdpowiedzUsuń