Niestety musiałam przełożyć wyjazd w ukochane Tatry. Nie
wiem, czy uda mi się wyjechać jeszcze w tym roku :-( bo wrzesień mnie straszy i
to bardzo. Przyszedł czas aby zrobić coś pożytecznego także z bólem serca żegnam
się z wakacyjną labą a letnie lenistwo pakuje to walizki i chowam głęboko w
ciemne zakamarki domu. Pozostając jednak na orbicie wspomnień przygotowałam dla
Was dziś relację z wycieczki rowerowej na Półwysep Helski.
Jazdę zaczęliśmy od Chłapowa. Oszczędzę Wam (a także sobie)
opisywania kombinacji przebicia się rowerem przez Władysławowo. Dla tych,
którzy chcieliby kiedykolwiek spróbować napiszę tylko, że jazda ścieżkami
rowerowymi ciągnącymi się przez pół miasta będzie nie lada wyczynem. Na „ogonku”
Polski powstała cała trasa przygotowana specjalnie dla rowerzystów. Większość
drogi wiedzie wzdłuż Zatoki Gdańskiej, często całkiem blisko wody. Plaże znajdują się po przeciwnej stronie, aby
się na nie dostać trzeba pokonać ruchliwą szosę, tory kolejowy i niewielki
kawałek lasu.
Nie muszę mówić, że dla rowerowego zapaleńca, takiego jak ja, wycieczka
była prawdziwą frajdą. Po drodze przejeżdżamy przez wszystkie znane nadmorskie
miejscowości, takie jak: Chałupy, Kuźnica, Jastarnia i Jurata. W tych momentach podróży należy jednak zwolnić
i mieć oczy naokoło głowy, ponieważ powtarza się sytuacja z Władysławowa. Na
ścieżkach mamy turystów, gokarty, dzieci na hulajnogach i zakochane pary.
Kiedy umęczeni docieramy to zielonej tablicy z napisem „Hel”,
serce się raduje, dusza śpiewa a w nagrodę wcinam dużego Snickersa i piję pół
litra wody. I dobrze zrobiłam, bo na właściwą nagrodę (Cypel) musiałam poczekać
pedałując przez leśne podjazdy i zjazdy około dziesięć kilometrów. Wypatrywanie
tabliczki mówiącej o terenie zabudowanym stało się moim celem życia a droga wyłożona żwirkiem co raz bardziej dawała się we znaki. Po drodze mijamy jednak
stare, wojenne fortyfikacje oraz jednostkę wojskową także ten widok
zrekompensował mi wszystko :-).
![]() |
| Kuźnica |
Po upragnionym wjeździe do miasta zastanowiły mnie
dziwne spojrzenia przechodniów. Oczywiście na mnie. „No tak, jestem mokra,
czerwona, zła, zmęczona, dół od bikini mi wchodzi tu i ówdzie i chcę jeść, mają
prawo” – pomyślałam. Dopiero, gdy spojrzałam w dół moim oczom ukazał się widok
black&white. Na mojej bluzce siedziało przyklejonych jakieś dwa miliony
meszek, za bluzką i na staniku oraz okrywanych przez niego okolicach siedziało
drugie tyle. Z daleka można by pomyśleć, że wyhodowałam sobie niezłe futerko
;-). Szybko usunęłam wroga, pojechałam pod prąd jednokierunkową ulicą i
znalazłam się nareszcie przy plaży, na pysznych lodach!
Hel to miasto typowo
portowe. Pachnie rybą i wodą. Przy dokach przechadzają się różne koty z miną
najlepszego łowcy w swoim fachu. Mamy tu także kolejne wojenne pozostałości.
Wieża strzelecka, resztki dział, bunkry. Jednym słowem: tak, tak, tak! Następnym
razem wybiorę się tam na zwiedzanie
samego muzeum i wszystkich wolno stojących wojskowych zabytków.
W drogę powrotną musieliśmy udać się pociągiem, bo przeceniliśmy
swoje możliwości i naiwnie myśleliśmy, że obrócimy w dwie strony przez
zamknięciem wypożyczalni (od wyjazdu mieliśmy pięć godzin).
Jeżeli kiedykolwiek będziecie na wakacjach w tamtych okolicach,
gorąco polecam! To dobra opcja dla całej rodziny. Nie trzeba jechać od razu na
Hel, miejscowości po drodze są równie urokliwe. I są także świetną bazą dla
windsurferów! ;-).

Mona.












Fajny pomysl zrobic sobie rowerowa wycieczke na Hel tylko trzeba sie wczesniej zaprawic, inaczej na drugi dzien kaplica dla nog i siedziska jak nic! No ale jako fanka rowerow ladowych moglas sobie Monis pozwolic na te forme aktywnosci i polaczyc przyjemne z pozytecznym ;-) Brawo za odwage przebijania sie przez popularne nadmorskie kurorty i wytrwalosc fizyczna! A Tatry poczekaja, nie uciekna ;) pozdrowionka :-* MF
OdpowiedzUsuń"Rowerem na Hel" i chyba na tym Helu już zostałaś bo coś ucichło na tym blogu. Czekamy z niecierpliwością na nowe posty!
OdpowiedzUsuń