sobota, 23 listopada 2013

Upadki i wzloty, powroty...

Nie bez powodu październik był miesiącem wyjętym z życia na blogu. Był przede wszystkim intensywny dla mnie. Niesamowicie przewrotny, pełen szczęścia ale też smutku i strachu o własne zdrowie. Nigdy się tak nie bałam ale na szczęście wszystko jest za mną. Więc powracam. Wszystko przetrawiłam i jestem gotowa pisać dalej. Lecz od początku – tym, którzy byli ze mną należą się słowa wyjaśnienia.

Pod koniec września dostałam pracę. W zawodzie, w szpitalu w którym chciałam pracować. Szalałam ze szczęścia, zaczęłam układać plan jak pogodzić studia dzienne z pracą na cały etat. Zrobiłam profilaktyczne badania. Wynik RTG płuc nie był jednoznaczny. Mówiono coś o cieniach, guzie, torbielach i tym podobnych. Przestraszyłam się, jednak byłam dobrej myśli. Na kolejnej wizycie dowiedziałam się, że usadowienie zmiany nie jest konkretnie widoczne: albo płuco albo pierś. I niezbyt pocieszające słowa: „jest pani młoda, trzeba to wyjaśnić”, „jest pani za młoda”, „nie można tego ignorować”. Zanim wykonałam drugie, kontrolne zdjęcie minęło dwa tygodnie. Tygodnie pełne strachu, niepewności, balansowania na granicy radości z powodu pracy i wielkiego przygnębienia z racji groźnie brzmiących słów. Skupiłam się w pełni na wdrażaniu w mojej pierwszej pracy, na dziennych studiach na które chodziłam po nocach na dyżurze i przed wieczornymi zmianami. Na myślenie było mało czasu. Jeszcze mniej na sen, więc kiedy się położyłam nie miałam problemów z zaśnięciem. I to nie dało mi zwariować. 

Przed wizytą w RTG pani doktor powiedziała mi, że jeśli obraz się powtórzy skierują mnie do pulmonologa. Bałam się, bo z dwojga złego chyba wolałabym mieć chorą pierś. Pełna nadziei i niepewności czekałam na ostateczny wynik. Zły obraz się nie powtórzył. Odetchnęłam. I przyszedł ten czas, kiedy wszystko na spokojnie przeżyłam. Pracuje i bardzo lubię to co robię, studiuję i póki co daję radę. I chcę dalej pisać. Wybaczcie ale wcześniej nie byłam w stanie. Nie chciałam żeby blog promieniował negatywną i przygnębiającą energią. 

Dziękuje rodzinie i  wszystkim znajomym za wsparcie i nerwowe oczekiwanie razem ze mną. Daliście mi siłę i uświadomiliście, jak wiele dobrych, ciepłych i mądrych osób mam szczęście mieć obok siebie. 

Dziś noc w pracy, jutro leniwa niedziela i mam nadzieję kolejny wpis. Tylko trochę się wyśpię :-). 
Mona.

1 komentarz:

  1. Ciesze sie ze wrocilas Slonce na swoj blog i mam nadzieje ze juz wiecej nie bedziesz nas zaskakiwac zlymi wiesciami! Nic mi nie bylo wiadomo o Twoich problemach zdrowotnych :-( musialy Ci one napedzic stracha! Co by nie bylo - wierzymy ze wszystko sie wyklaruje i z niecierpliwoscia czekamy na nowe wpisy szczesliwa reka pisane :-) buziaki
    MF

    OdpowiedzUsuń