Nie bez powodu październik był miesiącem wyjętym z życia na
blogu. Był przede wszystkim intensywny dla mnie. Niesamowicie przewrotny, pełen
szczęścia ale też smutku i strachu o własne zdrowie. Nigdy się tak nie bałam
ale na szczęście wszystko jest za mną. Więc powracam. Wszystko przetrawiłam i
jestem gotowa pisać dalej. Lecz od początku – tym, którzy byli ze mną należą
się słowa wyjaśnienia.
Pod koniec września dostałam pracę. W zawodzie, w szpitalu w
którym chciałam pracować. Szalałam ze szczęścia, zaczęłam układać plan jak
pogodzić studia dzienne z pracą na cały etat. Zrobiłam profilaktyczne badania. Wynik
RTG płuc nie był jednoznaczny. Mówiono coś o cieniach, guzie, torbielach i tym
podobnych. Przestraszyłam się, jednak byłam dobrej myśli. Na kolejnej wizycie
dowiedziałam się, że usadowienie zmiany nie jest konkretnie widoczne: albo
płuco albo pierś. I niezbyt pocieszające słowa: „jest pani młoda, trzeba to
wyjaśnić”, „jest pani za młoda”, „nie można tego ignorować”. Zanim wykonałam
drugie, kontrolne zdjęcie minęło dwa tygodnie. Tygodnie pełne strachu,
niepewności, balansowania na granicy radości z powodu pracy i wielkiego
przygnębienia z racji groźnie brzmiących słów. Skupiłam się w pełni na
wdrażaniu w mojej pierwszej pracy, na dziennych studiach na które chodziłam po
nocach na dyżurze i przed wieczornymi zmianami. Na myślenie było mało czasu.
Jeszcze mniej na sen, więc kiedy się położyłam nie miałam problemów z
zaśnięciem. I to nie dało mi zwariować.
Przed wizytą w RTG pani doktor powiedziała mi, że jeśli
obraz się powtórzy skierują mnie do pulmonologa. Bałam się, bo z dwojga złego
chyba wolałabym mieć chorą pierś. Pełna nadziei i niepewności czekałam na
ostateczny wynik. Zły obraz się nie powtórzył. Odetchnęłam. I przyszedł ten
czas, kiedy wszystko na spokojnie przeżyłam. Pracuje i bardzo lubię to co
robię, studiuję i póki co daję radę. I chcę dalej pisać. Wybaczcie ale
wcześniej nie byłam w stanie. Nie chciałam żeby blog promieniował negatywną i przygnębiającą
energią.
Dziękuje rodzinie i wszystkim znajomym za wsparcie i nerwowe
oczekiwanie razem ze mną. Daliście mi siłę i uświadomiliście, jak wiele
dobrych, ciepłych i mądrych osób mam szczęście mieć obok siebie.
Dziś noc w pracy, jutro leniwa niedziela i mam nadzieję
kolejny wpis. Tylko trochę się wyśpię :-).
Mona.
Mona.
Ciesze sie ze wrocilas Slonce na swoj blog i mam nadzieje ze juz wiecej nie bedziesz nas zaskakiwac zlymi wiesciami! Nic mi nie bylo wiadomo o Twoich problemach zdrowotnych :-( musialy Ci one napedzic stracha! Co by nie bylo - wierzymy ze wszystko sie wyklaruje i z niecierpliwoscia czekamy na nowe wpisy szczesliwa reka pisane :-) buziaki
OdpowiedzUsuńMF