Zima sprawia, że większości z nas się nie chce. Według mnie
nie ma bardziej rozleniwiającej pory roku. Daje jakieś niepisane przyzwolenie
na brak aktywności, jedzenie w barach szybkiej obsługi i długie zaleganie pod
kocem z kubkiem ciepłem herbaty i czekoladowymi ciasteczkami. O fitnessie nie
ma co mówić, bo przecież mnie przewieje, rower idzie w zapomnienie, biegać
podczas mrozów się nie chce, co to za przyjemność w końcu a w domu zawsze jest
coś do roboty. Jednak po zimie zawsze nadchodzi wiosna. Piękna, pachnąca,
motywująca. Patrzysz w lustro i co widzisz? Ciało ponad program. Pamiątka po
długiej, mroźnej i pesymistycznej aurze.
Tak, mi też się odłożyło. Tu i ówdzie, po bokach, w udach, najbardziej na brzuchu. Z racji tego, że zmieniam wiele aspektów mojego życia, zmieniam i to. Nie chce niepożądanych pamiątek i wspomnień. Chce się czuć dobrze. Napełniona optymizmem przyświecanej idei postanowiłam zabrać się do roboty. Internet aż huczy przeganiając się w pozytywnych opiniach na temat ćwiczeń z Ewą Chodakowską. Skalpel, Killer, Turbo Spalanie. Na warsztat wzięłam pierwszy cykl ćwiczeń a ponieważ nazwa jest mi bliska z racji wybranego zawodu, już wiedziałam, że to mi się spodoba. Zrobiłam zdjęcia, zmierzyłam obwody i rozpoczęłam pierwszy trening. Co mogę o nim powiedzieć? Ćwiczenia są dobrze skomponowane. Naprawdę czuć, że pracuje każdy mięsień, brzuch jest napięty, czuć mocne pośladki. Po treningu mam świadomość tego, że moje uda, pośladki, brzuch, ramiona, łydki wykonały kawał dobrej roboty. I to jest fajne. Ewa mówi, że pierwsze efekty widać już po czterech tygodniach a ćwiczenia powinnyśmy wykonywać minimum trzy razy w tygodniu. Ja będę robić je trochę częściej, póki mam do tego odpowiednie warunki. I nie mogę doczekać się efektów! Pamiętajmy jednak, że aktywność fizyczna owszem jest ważna, lecz, jeśli nie zmienimy naszej diety, ciężko nam będzie osiągnać zamierzony efekt. Nie mam tu wcale na myśli głodowania! Wystarczy ograniczyć tłuszcze, skupić się na dobrych węglowodanach, zaprosić do domu warzywa i... jeść! Oczywiście ja, jako osoba uzależniona od słodyczy, wykonuje podwójną robotę, bo muszę przeprowadzać sobie psychoterapię, jednak coś mi mówi, że warto. Ta myśl mi towarzyszy i nie poddam się tak łatwo. Za miesiąc napiszę Wam, czy udało mi się zrzucić jakies nadprogramowe centymetry. A tak swoją drogą – zaczęłam ćwiczyć, regularnie biegam i jeżdżę na rowerze. I czuje się szczęśliwsza. Czy to nie jest niezwykłe? :-)
Zachęcam wszystkich do dania szansy aktywności fizycznej, to
może być naprawdę przyjemne.
Mona.
Mona.
to wszystko przez te angieslkie ciasta i czekoladki,haha!:) bedzie dobrze, trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńMF