Jestem w ogromnym stresie spowodowanym jutrzejszym egzaminem
i z góry przepraszam, jeśli nie uda mi się skleić kilku poprawnych zdań.
Myślałam, że z tego się wyrasta i owszem, może jest jakiś progres ale naprawdę
niewielki. W celach terapeutycznych piszę dziś do Was, inaczej zwariuje razem z
moim układem pokarmowym.
Zakończyłam miesiąc ćwiczeń. Nie wymiotowałam, nie kręciło
mi się w głowie a wręcz przeciwnie – po treningu czułam się pobudzona, mój
umysł był bardziej otwarty i przyswajał więcej faktów. Endorfiny, endorfiny,
endorfiny. Fajnie jest się tak porządnie zmęczyć mając świadomość, że to za
chwilę minie. Nareszcie robię coś dla siebie. DOBREGO. I nie zamierzam
rezygnować :-)
Poniżej obrazek w moimi rezultatami. Dodam tylko, że przez
ostatni tydzień ćwiczyłam niestety jeden raz, doba w trakcie sesji jest zawsze
za krótka.
A czy ktoś z Was również ćwiczy? Jakie macie rezultaty?
Piszcie! :-)
Mona.

Hej Monia. Ja cwicze nocne wstawanie do placzacej 9miesiecznej juz G ktora od pobytu w Polsce kiepsko mi sypia (a ponoc powinno byc lepiej, w przypadku rosnacej G to sie niestety nie sprawdza) i przyznam sie ze po takich zarwanych nocach nie mam sily by sie skalpowac... Ale Tobie gratuluje samozaparcia, swietnych rezultatow I trzymam kciuki na dalsze wyniki ciezkiej pracy nad swoimi coraz blizszymi idealowi ksztaltami :)
OdpowiedzUsuńMF